Opis trasy.
Programy pierwszych, trzech edycji mistrzostw budowano wyłącznie w oparciu
o Starorzecze Raduni. Jest to około 7 km długości odcinek rzeki, wyłączony w 1924 roku
z naturalnego przepływu, poprzez zbudowaną w Kolbudach zaporę i skierowanie
nurtów rzeki na sztuczny zbiornik zasilający elektrownię wodną w Bielkówku. Średni spadek rzeki
na tym odcinku wynosi ponad 6 promili, a miejscowo przekracza 10. Nie ma na Pomorzu
drugiego takiego miejsca.
Rozwój imprezy oraz wprowadzenie do programu technik zwałkowych
spowodowały, że w 2010 roku trasę, na której rozgrywane są konkurencje mistrzostw,
wydłużono. W ten sposób obejmuje ona zarówno Starorzecze, Przełom Raduni jak i odcinek
rzeki powyżej Kolbud.
Informacje o charakterze Raduni są powszechnie dostępne toteż, z uwagi na
specyfikę Starorzecza Raduni, skupimy uwagę tylko na tym frgmencie trasy.
W normalnych warunkach Starorzecze Raduni jest zasilane w wodę prawobrzeżnym
dopływem Raduni – Reknicą. Starorzecze jest dostępne do pływania kajakiem jedynie
w okresie wiosennym podczas roztopów lub przy otwarciu jazu w Kolbudach zwykle
blokującego przepływ wody Raduni na Starorzecze. Podczas rozgrywania Mistrzostw
Polski Instruktorów Kajakarstwa ma miejsce właśnie ten drugi przypadek. Planujemy
skierowanie do koryta rzeki wodę z wydatkiem 6 m3/sek. Oznacza to, że płytki
i spokojny zwykle strumyk stanie się rwącą, z licznymi przeszkodami rzeką.
Z uwagi na prędkość nurtu, występujące w korycie głazy oraz
gwałtowne zmiany kierunku można Starorzecze Raduni sklasyfikować jako rzekę górską,
na której występują miejsca o trudności WWW 2. Jednocześnie zwalone w korycie drzewa,
kładki i mostki powodują, że można mówić o klasycznej rzece zwałkowej.
Połączenie tych dwu cech powoduje, że szlak staje się bardzo trudny i dostępny
tylko dla najbardziej wprawnych kajakarzy.
Co dokładniej na trasie spływu?
Bystrza, trochę zwalonych drzew, od czasu do czasu powstaje jakaś falka na
podwodnych głazach. Koryto kręte, częste zmiany kierunku o 180 stopni.
Generalnie dosyć szeroko, ale tam gdzie coś się dzieje nie bardzo jest możliwość
wyboru trasy płynięcia. Lokalne ułożenie nurtu, ułożenie konarów zwalonych do
koryta drzew nie dają wyboru - musimy płynąć tam gdzie jest miejsce na kajak.
Są to jednak wszystko cechy zmienne. Zależą od aktualnego poziomu wody i czasu.
Pamiętajmy, że normalnie woda tam nie płynie, a przynajmniej nie w takiej ilości
jak podczas zawodów. W konsekwencji na każdej przeszkodzie gromadzą się zebrane
po drodze suche gałęzie i wszystko to co od miesięcy spokojnie leżało nad rzeką.
Nurt nie jest ustabilizowany. Dopiero zaczyna się kształtować. Woda poszukuje
miejsc gdzie może swobodnie płynąć, wypłukuje dopiero te miejsca. Nie możemy więc
spodziewać się takich warunków jak na zwykłej rzece zwałkowej, gdzie przepływ już
dawno się ustabilizował i dla doświadczonych kajakarzy nie stanowi tajemnicy.
Tutaj często czekają nas niespodzianki. Tam gdzie powinno być płytko jest zupełnie
przeciwnie. Tam gdzie wydaje się, że nic nie blokuje przepływu rzeka niespodziewanie
rozlewa się, występuje z koryta... ale to już poezja spływu i nie to jest celem
tego opisu. Są to bardzo indywidualne doznania i każdy na własnej skórze musi
przekonać się jak to naprawdę jest.
Aby jednak zabawa z rzeką dawała zadowolenie musimy pamiętać o kilku oczywistych zasadach:
- Nigdy nie pływamy samotnie.
- Nie tracimy kontaktu wzrokowego z płynącymi przed i za nami kajakarzami.
- Na przeszkodach wzajemnie się asekurujemy.
- Nie wstydźmy się ominąć brzegiem przeszkodę, którą uznamy za zbyt trudną.
To ważne, czyli co może być groźne!!!
Niebezpiecznie może być w każdym miejscu. Na każdym zwalonym drzewie może dojść
do zaklinowania kajaka, w każdej chwili możemy zaliczyć kabinę - i to jest zwykłe ryzyko.
Wsiadając do kajaka, niezależnie od doświadczenia, liczby przepłyniętych rzek i kilometrów,
musimy zawsze pamiętać, że mamy do czynienia z żywiołem niekoniecznie nam przyjaznym.
Tych wszystkich, którym zdarzyło się poczuć zbyt pewnie w kajaku, rzeka szybko
doprowadziła do porządku, bezwzględnie pokazała kto tak naprawdę rządzi na szlaku.
Są jednak miejsca szczególne, które wymagają od kajakarza trochę więcej uwagi:
- Płynąc Starorzeczem pierwsze takie miejsce spotkamy, około 2 km od startu na pozostałościach
po dawnym młynie wodnym, poniżej metalowej kładki na wysokości Pręgowa. Sama kładka
nie stanowi problemu. Jest na tyle wysoko nad lustrem wody, że spokojnie przepływamy,
a ponadto tuż przed nią rzeka rozlewa się szeroko na występującym tam brodzie.
Kładka stanowi jednak dobry punkt orientacyjny, jako że kilkaset metrów poniżej tworzy się
bardzo silne bystrze z wysokimi falami. Jednocześnie za ostrym zakrętem w lewo koryto
rzeki jest zupełnie niewidoczne i jeśliby w tym miejscu powstał z jakiegoś powodu
zator to stanowiłby poważne zagrożenie dla płynących.
- Drugie miejsce, o którym warto wiedzieć nie stanowi zagrożenia, ale przy
niekorzystnym stanie wody sprawia nieco kłopotu. A poza tym to informacja,
że mniej więcej połowę trasy mamy za sobą. To drewniana kładka na wysokości, widocznych na prawym brzegu,
zabudowań Bielkówka - pierwsze budynki, które spotkamy nad rzeką po starcie w Kolbudach.
Przy wysokim stanie wody można na nią wskoczyć, przy niskim można próbować lewym brzegiem
pod spodem. Kłopot jest właśnie przy 6 - 7 m3/sek. Ani pod, ani nad. Brzegi są raczej
nieprzyjazne do ewentualnego wyjścia na ląd, a w tym miejscu, na prostym odcinku bez cofek
woda płynie szybko.
-
UWAGA!!! - Kolejnego
miejsca nie wolno przegapić.
Kilkaset metrów przed mostem drogowym, którego
oczywiście nie widzimy, rzeka rozgałęzia się. Mostu nie widać, ale na brzegu leży olbrzymi
głaz, 2 - 3 metrowej średnicy, przed którym koryto dzieli się na dwie odnogi.
Nie wolno płynąć na wprost. Ta odnoga kończy się syfonem. Musimy przed głazem ostro
skręcić w prawo i spokojnie dopłynąć do miejsca, gdzie obydwie odnogi ponownie łączą się
w jedno koryto już poniżej syfonu.
- Sztuczny próg około 1 km poniżej mostu drogowego, tuż przed elektrownią w Bielkówku.
Jak na każdej sztucznej przegrodzie rzeki powstaje silny odwój o głębokiej cyrkulacji.
Ale spokojnie. Tutaj robimy slalom wykorzystując próg jako element zabawy. Ustawiamy
ratowników, instalujemy siatki zabezpieczające - jednym słowem groźnie, ale bezpiecznie.
- I jeszcze niespodzianka na koniec, już na mecie etapu. Tam gdzie starorzecze łączy
swe wody z kanałem odprowadzającym wodę z elektrowni - szybko płynąca woda wpływa
do stojącej. A do tego jeszcze w poprzek koryta podwodna palisada. Efekt murowany:
silnie trzymający odwój. Nic specjalnego, ale lepiej o tym wiedzieć.