Dlaczego Starorzecze Raduni?
W latach międzywojennych Wolne Miasto Gdańsk dążyło do własnego zasilania w energię elektryczną.
Senat Gdański podjął stosowną decyzję i wybudował elektrownie w Łapinie i Bielkowie.
W Kolbudach wybudowano kanał i wykorzystując naturalny spadek terenu, skrócono bieg rzeki.
Wody skomasowane w dwóch zbiornikach popłynęły sztucznym kanałem co pozwoliło na uzyskanie
45 metrowej różnicy poziomów. Jeśli odniesie się to długości dawnego koryta rzeki
daje to średnio około 9 promili. Nie ma ma na wybrzeżu drugiej rzeki o takim naturalnym spadku.
Skąd pomysł mistrzostw instruktorów?
Instruktorzy Rekreacji Ruchowej w specjalności kajakarstwo uzyskują uprawnienia w wielu
ośrodkach - na specjalnie organizowanych kursach lub uczelniach sportowych.
Pomimo spójności programów nauczania występują jednak różnice w przygotowaniu zawodowym
instruktorów spowodowane lokalnymi możliwościami kształcenia a przede wszystkim lokalnymi potrzebami.
W Polsce obok systemu IRR-ów funkcjonują równocześnie inne, wewnątrzorganizacyjne
uprawnienia kajakowe. Są to Przodownicy Turystyki Kajakowej PTTK oraz Instruktorzy
Turystyki i Rekreacji Polskiego Związku Kajakowego. Z uwagi na nieco inne (ostrzejsze)
wymogi wstępne przy zdobywaniu uprawnień jest to grupa osób, której umiejętności kajakowe
w wielu przypadkach przewyższają umiejętności IRR-ów - niemniej jest to grupa jeszcze bardziej
związana ze specjalizacją kajakową organizacji, z której się wywodzi.
Oczywiste jest, że nieco inne umiejętności musi posiadać instruktor kajakarstwa,
który prowadzi spływ na rzece górskiej, nieco inne, gdy prowadzi grupę na szlaku nizinnym
a jeszcze inne na morzu. Polskie prawodawstwo nie rozróżnia instruktorów w zależności
od uprawianej przez nich dziedziny kajakarstwa. W konsekwencji oznacza to, że dobry instruktor
powinien umieć poruszać się i prowadzić grupę kajakową na każdym akwenie wodnym.
Posiadanie lub brak tych umiejętności decyduje o bezpieczeństwie uczestników spływu.
I właśnie mając na uwadze względy bezpieczeństwa
zrodziła się idea stworzenia imprezy, w trakcie której sami
instruktorzy będą mogli porównać i zweryfikować swoje umiejętności
w całym zakresie kajakarstwa rekreacyjnego. Aby jednak było to możliwe
muszą zaistnieć odpowiednie warunki na wodzie. Szlak musi spełniać
wymagania zarówno kajakarstwa górskiego jak i morskiego. Do zweryfikowania
umiejętności prowadzenia grupy nie wystarczy leniwie płynąca rzeka, gdzie
zadania instruktora są o wiele łatwiejsze, lecz powinna to być rzeka
sprawiająca trochę kłopotów i wymagająca od prowadzącego opanowania
techniki pływania kajakiem na wyższym poziomie.
Spływy na „wielkiej wodzie”
Starorzeczem Raduni - kiedy to się zaczęło?
Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w Kolbudach odbyło się kilka
imprez-spływów pod nazwą „Jesienne Spotkania Kajakowe”. Ci z Was, którzy już wtedy
czynnie uprawiali kajakarstwo zapewne pamiętają, że była to impreza na tamte czasy wyjątkowa.
Wyjątkowość wynikała z trasy spływu. Starorzecze Raduni, zwykle pozbawione wody i niedostępne
dla kajaków, podczas „Jesiennych Spotkań Kajakowych” wypełniało się po brzegi wodą
skierowaną tam poprzez jazz w Kolbudach. Dla ówczesnego sprzętu pływającego było to prawdziwe wyzwanie.
Pływało się przecież wtedy prawie wyłącznie na kajakach laminatowych. W zdecydowanej większości turystycznych
i dwuosobowych, z otwartym kokpitem, bez fartucha (o polietylenach, co prawda już słyszeliśmy, ale nikt
z naszego środowiska jeszcze na nich nie pływał). W efekcie, co najmniej połowa kajaków wracała z trasy
poważnie zdemolowana. Dużym kłopotem dla organizatorów było zbieranie z trasy – oczywiście po
zamknięciu wody - zatopionych kajaków, które ugrzęzły gdzieś wśród zwalonych do koryta rzeki drzew.
Co wspólnego mają Jesienne Spotkania z Mistrzostwami Instruktorów? Otóż trasę i sposób zasilania jej w wodę.
„Jesienne Spotkania Kajakowe” przeszły do historii.
Odeszli ludzie, zniknęła baza i zaplecze sprzętowe. Stare koryto rzeki pozostało, ale brakowało w nim wody,
a dokładniej mówiąc możliwości otwarcia jazu w Kolbudach. Dlaczego? Otóż Radunia jest jedną z bardziej
pracowitych rzek na Pomorzu. Elektrownie wodne wykorzystują gromadzoną w zbiornikach zaporowych wodę do
napędu swoich turbin. Nieproduktywne skierowanie wody na Starorzecze Raduni po prostu kosztuje. Ot i
cała tajemnica.
Jednak idea spływów Starorzeczem Raduni cały czas żyła, cały czas trwała w naszej pamięci frajda,
jaką mieliśmy podczas pływania zwałkową rzeką na dużej wodzie. Pływało się tam, co prawda w czasie
wiosennych roztopów, gdy Reknica - dopływ Raduni zasilający Starorzecze - niosła tyle wody, że spływ
stawał się możliwy. Nigdy jednak to nie było „to coś”, co wyróżniało szlak Starorzecza
Raduni podczas „Jesiennych Spotkań Kajakowych” w Kolbudach.
Przełom nastąpił zupełnie niespodziewanie. Otóż na mapie kajakowego światka pojawił się Parafialny
Klub Kajakowy „Radunia” w Straszynie. Miejscowości, w której od zawsze mieszczą się biura
instytucji zarządzającej elektrowniami wodnymi na Raduni. I okazało się, że sąsiadujący ze sobą, kajakarze
i energetycy, potrafili się dogadać a to, co wydawało się przez lata niemożliwe stało się faktem.
W 2007 zaczynaliśmy kameralnie - tylko w wyselekcjonowanym gronie i bardzo nieśmiało z wodą.
Pamiętając wydarzenia sprzed lat, na Starorzecze skierowano zaledwie 3 m sześcienne wody na sekundę.
Okazało się jednak, że teraz przy innym sprzęcie pływającym, a także przy innych umiejętnościach uczestników
nie jest to coś, co zwala z nóg. Zdecydowano, że następnym razem można pozwolić sobie na dużo więcej wody.
Toteż w roku 2008 na rzekę popłynęło 8 m sześciennych na sekundę. A to z kolei było za dużo. Paradoksalnie
spływ na Starorzeczu stał się łatwiejszy, ponieważ większość zwalonych do koryta drzew została przykryta wodą.
Co prawda problemem stało się przepłynięcie sztucznego progu w Bielkówku - tam gdzie odbywa się slalom -
za którym powstał silnie trzymający odwój. Ale przecież mamy profesjonalną grupę ratowników. Siatki,
liny, rzutki a nawet pies ratownik - i po kłopocie. Wydaje się, że wydatek rzędu 6 - 7 metrów
sześciennych na sekundę jest najbardziej optymalny dla potrzeb Mistrzostw Instruktorów.
Sukces ma wielu ojców i to wcale niekoniecznie dlatego, że wszyscy nadstawiają piersi do odznaczeń,
lecz z zupełnie innej przyczyny. Każda impreza kajakowa to efekt współpracy wielu osób, których działania
zawsze w jakimś stopniu decydują o charakterze przedsięwzięcia. Kogo więc nazwać ojcem Mistrzostw Polski
Instruktorów Kajakarstwa?
Nie budzi żadnych wątpliwości fakt, że pomysłodawcą wykorzystania Starorzecza Raduni dla potrzeb
szczególnej imprezy kajakowej był Tadeusz Błocki - niezapomniany „Wujek Mrówka” - którego
losy splotły się na trwałe z Żabim Krukiem, a w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, z GOSiR w Kolbudach.
Drugie istotne dla obecnego Starorzecza Raduni wydarzenie to reaktywacja imprezy po latach niebytu.
Nie da się tutaj pominąć roli ks. Wojciecha Lange jako siły napędowej Parafialnego Klubu Kajakowego ze Straszyna.
Wreszcie same Mistrzostwa Instruktorów - tutaj też da się zidentyfikować twórcę idei - to Krzysztof
Książek prezes PZKaj, który ot tak sobie, w luźnej rozmowie rzucił pomysł.
Jednakże od pomysłu do dzieła droga daleka, więc mówiąc o „ojcach imprezy” trzeba
pamiętać także o realizatorach. Na szczęście tutaj też nie powinno być nieporozumień. Wystarczy
porównać nazwiska przewijające się w komitetach organizacyjnych Jesiennych Spotkań Kajakowych i
obecnych Mistrzostw Polski Instruktorów Kajakarstwa.